sobota, 23 maja 2015

GlamGlow Powermud Dualcleanse Treatment



Przez ostatnie miesiące testowałam dla Was maski firmy GlamGlow. Dzisiaj chciałabym Was zapoznać już z ostatnią "zieloną" maską Powermud Dualcleanse Treatment czyli czystość, odżywienie, detoks, oczyszczenie i odnowa.
"Rewolucyjne, błyskawiczne i podwójne działanie Powermud Dualcleanse Treatment łączy siłę błota & moc oleju. W nowej kuracji - oczyszczającym doświadczeniu dla wszystkich zmysłów, aby zapewnić skórze super delikatne & ekstra głębokie oczyszczenie z zanieczyszczeń, sebum i pozostałości makijażu nagromadzonych w ciągu całego tygodnia. "


Maseczka w kolorze szarym zamknięta jest w zielonym 50 ml słoiczku. Ma piękny zapach zielonego jabłka, konsystencja idealna, nie jest za gęsta, dobrze się rozprowadza i z łatwością nałożymy odpowiednią ilość a wystarczy cienka warstwa maseczki. Maseczkę nakładamy na ok 5-10 minut i po tym czasie zwilżonymi palcami masujemy twarz tak żeby maseczka z konsystencji błotnej zmieniła się w oleistą. Ten moment dla mojej skóry jest najbardziej przyjemny. Maseczka zmieniając się w oleistą odżywia, nawilża i odpręża moją suchą skórę. Na koniec zmywamy resztę maseczki. "Zielona" maseczka jest łagodniejsza od czarnej i białej także dla osób o suchej skórze będzie idealna i zakochacie się w niej.
Używając maseczki jednocześnie dogłębnie oczyszczamy skórę z zanieczyszczeń oraz resztek makijażu, który niestety przy codziennej pielęgnacji twarzy nie zostaje usunięty do końca a dodatkowo skóra jest odżywiona, zmiękczona, zregenerowana, zmatowiona i odnowiona. Kolor skóry jest wyrównany, płytkie zmarszczki wygładzone, skóra nawilżona, gładka jak nowa. Maseczkę stosuję raz lub dwa razy w tygodniu.





Wszystkie cztery maski są rewelacyjne, działają fantastycznie i daję spektakularne efekty. Każda z nich ma inne działanie i zastosowanie w zależności od potrzeb skóry ale każdą z nich polecam Wam.O niebieskiej, nawilżającej, którą uwielbiam możecie przeczytać tutaj, o białej oczyszczającej przeczytacie tutaj a o czarnej złuszczającej tutaj.
Mimo, że jest to ostatnia maska to pojawią się kolejne posty z produktami GlamGlow. Ostatnio na rynek firma wprowadziła nowy produkt o którym będziecie mogli już niedługo przeczytać :)






20 komentarzy:

  1. Wzięłabym wszystkie 4 :-) trochę kosztują, ale myślę, że warto będzie w nie zainwestować :-)

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. zupełnie nie znam tych masek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog :)
    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Great post!

    Please click the link on my post
    http://helderschicplace.blogspot.com/2015/05/silver-shoes-with-sheinside.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Te maski to przebój na rynku kosmetycznym :)

    OdpowiedzUsuń
  6. pierwsze słyszę o tych kosmetykach:) ciekawa recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
  7. chętnie skuszę się na te cuda :)
    zapraszam na nowy post przy kawie :)
    czy mogłabyś poklikać w linki w tym poście? będę bardzo wdzięczna

    http://fashionelja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. szczerze nie znałam, ale teraz chętnie
    wypróbuje

    OdpowiedzUsuń
  9. zaciekawiły mnie - chętnie bym je przygarnęła - sa urocze :)

    pozdrawiam serdecznie
    MArcelka Fashion :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne mają pojemniczki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam, ale poznam!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję bardzo za opis maseczek - na pewno sie im przyjrze ;) pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Opakowania zdecydowanie zachęcają <3

    OdpowiedzUsuń
  14. nigdy nie słyszałam o tych maseczkach,a widzę, że nie tylko wizualnie ale i efektami są świetne ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zielonej nie próbowałam, niebieska nie dała żadnych rezultatów, ale białą i czarną uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dla mnie niebieska i zielona to numer 1 :)

      Usuń
  16. Podobają mi się też opakowania - takie poręczne i kompaktowe :)

    OdpowiedzUsuń